Nobel dla Betancourt?

O tym, że kolumbijskiej armii udało się w minionym tygodniu uwolnić więzioną przez ponad 6 lat Ingrid Betancourt, nie muszę już chyba pisać. Wydarzenie to było szeroko relacjonowane przez wszystkie chyba media świata.

Akcja kolumbijskiej armii była tak perfekcyjna , jakby zaplanowali ją najlepsi scenarzyści z Holywood – Betancourt i 14 innych zakładników uwolniono bez ani jednego wystrzału, bez użycia przemocy. Po prostu zinfiltrowany wcześniej przez kolumbijski wywiad wojskowy, przetrzymujący zakładników oddział FARC był przekonany, że przekazuje ich innej partyzanckiej grupie, która – jak sądzili - miała jeńców doprowadzić na spotkanie z Alfonso Cano, nowym szefem FARC. Tak też zresztą myśleli sami zakładnicy, którzy o tym że są w rękach kolumbijskiej armii, czyli że są wolni, dowiedzieli się dopiero na pokładzie wojskowego śmigłowca, który – jak sądzili– miał być udostępniony, jak to już wiele razy bywało, przez państwa mediujące w kolumbijskim konflikcie.

Utrata aż 15 zakładników, w tym - oprócz słynnej Betancourt, nie mniej cennej trójki Amerykanów – cywilnych pracowników waszyngtońskiego Ministerstwa Obrony, jest dla FARC kolejnym potężnym ciosem. Ciosem, który – zadaniem wielu ekspertów – może już tylko przyspieszyć definitywny koniec ponad 40-letniej historii tej lewicowej, kolumbijskiej partyzantki. Jest to też kolejny dowód na to, że wielokrotnie krytykowana i na pewno bardzo kontrowersyjna, nieustępliwa polityka kolumbijskiego prezydenta Alvaro Uribe wobec FARC, zaczyna przynosić rezultaty.

Kluczowe, w walce kolumbijskiego rządu z FARC, były minione dwa lata. FARCowcy otrzymali w ich trakcie tak dużo ciosów, ponieśli tyle porażek, jak nigdy wcześniej. Krótkie przypomnienie:

  • 17 luty 2006 – podczas zbrojnego starcia z oddziałami kolumbijskiej armii ginie Giovanny David Santamaría, pseudonimy „Popeye” i „Rubén”, który odpowiedzialny był m.in. za porwanie i egzekucję gubernatora stanu Antioquia i byłego minstra obrony Gilberto Echeverriego Mejía.
  • 15 czerwiec 2007 – w kolejnym starciu z armią ginie Milton Sierra („Jota Jota”), dowódca tzw. Miejskiego frontu FARC „Manuel Cepeda”, który od lat terroryzował część miasta Cali i był m.in. odpowiedzialny za porwanie i egzekucję 12 lokalnych deputowanych.
  • 1 wrzesień 2007 – w walce z armią ginie Tomás Medina Caracas („El Negro Acacio”) – osoba niesłychanie dla kolumbijskich guerilleros ważna, gdyż nie tylko kierująca tzw. 16 frontem FARC, ale przede wszystkim, odpowiedzialna za produkcję i sprzedaż przez FARC kokainy, która jest podstawowym źródłem dochodów tej organizacji.
  • 25 październik 2007 – kolejna potyczka z kolumbijską armią rządową i kolejne dotkliwe straty FARC: wraz z 19. innymi towarzyszami broni ginie Gustavo Rueda Díaz („Martrín Caballero”), szef FARC na karaibskim wybrzeżu Kolumbii, który m.in. porwał i przez 6 lat przetrzymywał Fernando Araújo, obecnego szefa kolumbijskiej dyplomacji. Gustavo Rueda Díaz był także podejrzewany o próbę przeprowadzenie zamachu na amerykańskiego prezydenta Billa Clintona, gdy ten – w 2000 roku – odwiedzał Kolumbię.
  • 1 marzec 2008 – podczas ataku kolumbijskiej armii na znajdujące się na terytorium Ekwadoru obozowisko FARC ginie 26 osób, w tym Luis Edgar Devia („Raúl Reyes”) – numer dwa w FARC, uważany za „szefa dyplomacji” partyzantów i ich rzecznika prasowego.
  • 7 marzec 2008 – Manuel Jesús Muñoz („Ivan Ríos”) – członek ścisłego dowództwa FARC zostaje zamordowany przez swego osobistego ochroniarza, Pedro Pablo Montoyę Cortésa („Rojas”), który z osobistym komputerem swego szefa i jego odciętą dłonią (aby udowodnić jego śmierć) oddaje się w ręce rządowej armii.
  • 26 marzec 2008 – najstrszy guerillero świata, czyli Pedro Antonio Marín („Tirofijo”, „Manuel Marulanda”) – założyciej FARC i naczelny dowódca tej organizacji, umiera w niewyjaśnionych do końca okolicznościach (prawdopodobnie na zawał serca). Miał 78 lat.
  • 18 maj 2008 – Nelly Ávila Morena („Karina”), szef 47. frontu FARC i jedyna w historii tej organizacji kobieta na wysokim, dowódczym stanowisku... dezerteruje i oddaje się w ręce rządowej armii.
  • 2 lipiec 2008 – kolumbijska armia uwalnia, bez najmniejszej walki, 15. najcenniejszych zakładników FARC. Wśród uwolnionych są m.in.: była kandydatka do kolumbijskiej prezydentury Ingrid Betancourt , porwana 23 lutego 2002 roku; Thomas Howes , Keith Stansell i Marc Gonsalves – amerykańscy doradcy kolumbijskiej armii, porwani w marcu 2003 roku.

Jak to często bywa – d o sukcesu pretenduje wielu ojców . We Francji, która ze względu na podwójne, francusko-kolumbijskie, obywatelstwo Ingrid Betancourt ,sprawę zakładników FARC interesowała się w sposób szczególny, prezydent Sarkozy puszy się i pręży jakby co najmniej osobiście odbijał uwięzionych. Także w Waszyngtonie politycy sobie na wzajem gratulują i informują, że o przygotowaniach do akcji wiedzieli i Kolumbijczyków w niej wspierali. Nawet w Izraelu pojawiły się głosy, że kolumbijska armia korzystała z doświadczeń Mossadu. Niektórzy twierdzą nawet, że militarny sukces to tylko zasłona dymna, a Kolumbijczycy, przy finansowej pomocy USA, zakładników po prostu wykupili od lokalnego dowódcy. Za 20 milionów dolarów i immunitet.

Szef kolumbijskiej armii, Fredy Padilla de León , dał jednak publiczne słowo honoru, że żadnego okupu nie zapłacono. „Ani centa” – stwierdził. I dodał, że gdyby rzeczywiście zapłacono FARCowcom, to na pewno podane zostałoby to do publicznej wiadomości. „ Wiadomość, że któryś z dowódców zainkasował taką sumę pieniędzy wywołałaby w szeregach guerilleros potężne kontrowersje i napięcia. I na pewno zadziałałaby demobilizująco. Ale tak się nie stało. Nikt nie dostał ani grosza.” – twierdzi Padilla de León.

Sama Betancourt, która obecnie przebywa już ze swoimi dziećmi we Francji, stwierdziła że mimo tego bolesnego doświadczenia, mimo że prawie w niewoli nie umarła z powodu licznych chorób z którymi się zmagała, nie zamierza zrezygnować z polityki. I zamierza wystartować w najbliższych wyborach prezydenckich w Kolumbii.

Wcześniej jednak może ją spotkać inny zaszczyt. Grupa włoskich parlamentarzystów zaproponowała, aby zgłosić Francuzo-Kolumbijkę do pokojowej nagrody Nobla . Pomysł natychmiast poparła chilijska prezydent Michelle Bachelet, oraz organizacje pozarządowe walczące o uwolnienie zakładników różnych grup zbrojnych na świecie. Ich zdaniem Betancourt, jak mało kto, przyczyniła się do popularyzacji bolesnego problemu cywilnych zakładników w sytuacjach konfliktowych. Sama Ingrid Betancourt mówi, oczywiście, że na żadną nagrodę nie zasługuje.

www.tchibo.pl

>Technorati tags: , , , , . >Blogalaxia tags: , , , , .

7 Jul 2008

Z dowodem przez Latynoamerykę

No nareszcie jakieś konkretne decyzje w niezwykle ciernistym, choć usłanym pięknymi deklaracjami, procesie integracji Ameryki Łacińskiej. Na trwającym właśnie w argentyńskim Tucumán szczycie prezydentów państw-członków Mercosur ustalono, że kraje te rozszerzą wzajemne uznanie dowodu osobistego jako dokumentu podróży na większość państw kontynentu.

Jeszcze przed końcem tego roku podróżować do siebie bez paszportu mają móc obywatele Argentyny, Brazylii, Urugwaju, Paragwaju, Wenezueli, Chile, Boliwii, Ekwadoru, Peru i Kolumbii, czyli wszystkich państw Mercosur i Wspólnoty Andyjskiej.

Nie oznacza to oczywiście (niestety), że Latynosi po swym kontynencie podróżować będą tak płynnie i bezproblemowo jak Europejczycy w UE. Pokonywanie granic, nawet między państwami należącymi do tego samego bloku regionalnego, pewnie jeszcze długo będzie wymagało stoickiego spokoju i sporej cierpliwości, o czym już kiedyś pisałem tutaj. Niemniej jednak to wzajemne uznanie dowodu jako dokumentu podróży jest krokiem w dobrą stronę. I to krokiem całkiem sporym. Na pewno ułatwi wymianę, wzajemne poznawanie się, przełamywanie wciąż tak żywych historycznych barier i uprzedzeń między latynoskimi narodami.

Poza decyzją o dowodach szczyt w Tucumán nie przyniósł niestety żadnych przełomów. Mimo starań i naciskań Argentyńczyków, krajom Mercosur wciąż nie udało się przyjąć, od lat zapowiadanego, wspólnego kodeksu celnego , który pozwoliłby na stworzenie jednolitego obszaru celnego. Szef argentyńskiej dyplomacji, Jorge Taiana, nie uważa się jednak za przegranego i twierdzi, że dokument jest już w 90 proc. gotowy i przyjęty zostanie przez kraje członkowskie jeszcze w tym roku. Jeśli do tego rzeczywiście by doszło, porozumienie celne mogłoby zacząć obowiązywać w 2009 roku.

>Technorati tags: , , , . >Blogalaxia tags: , , , .

1 Jul 2008

Gdy polityka miesza się z magią...

Właśnie skończyłem czytać blogowe arcydzieło - jeden z tych wpisów, które są dowodem na to, że blogi są coraz częściej bardziej ciekawe niż zwykła, tradycyjna prasa...

Tym razem to fantastyczna opowieść o ponurej epoce równie szalonego, co okrutnego prezydenta Haiti , François Duvalier . Po dziś dzień wspominanego na wyspie z trwogą w głosie, jako Papa Doc .

Jeśli chcecie poznać genezę upadku tego karaibskiego kraju, źródła endemicznegio kryzysu który sprawia, że mimo intensywnej międzynarodowej pomocy, mimo pompowanych weń milionów dolarów i euro, Haiti jest nadal jednym z najbiedniejszych państw świata – to koniecznie musicie zajrzeć do papryczkowego bloga.

Czarny pies to stres to pasjonująca historia o ponurych pałacowych intrygach w Port-au-Prince . O polityce, która miesza się z magią. O okrutnych, rozwydrzonych Tontons Macoute . O pojedynkach na czary między prezydentem, a jego byłym doradcą... I nie jest to bynajmniej fantazja piszącego. Choć ktoś, kto nie był nigdy na Karaibach może mieć kłopoty z daniem wiary, to wszystko wydarzyło się naprawdę...

Lektura obowiązkowa!

>Technorati tags: , , , . >Blogalaxia tags: , , , .

1 Jul 2008

Latynoskie medale olimpijskie

Nie jestem pewien czy w przypadku Igrzysk Olimpijskich w Pekinie jest to akurat powód do dumy, ale dwie trzecie medali jakie zostaną tam przyznane, są w pewnym sensie latynoskie. A dokładniej mówiąc chilijskie...

BHP Billiton , australijska firma która jest światowym liderem w wydobywaniu z ziemi surowców, a przy okazji także sponsorem, który zobowiązał się dostarczyć chińskim organizatorom Igrzysk wszystkie metalowe krążki jakimi obdarowani zostaną najlepsi sportowcy, poinformowała właśnie o wykonaniu zadania. 3 lipca przekaże ona Chińczykom wszystkie 6 tysięcy olimpijskich i paraolimpijskich medali jakie wręczone zostaną w Pekinie.

I to Australijczycy ujawnili właśnie, że dwie trzecie tych medali ma chilijski rodowód. BHP Billiton do przygotowania 2. tysięcy złotych medali zużył 13,04 kg wydobytego w Chile złota. Natomiast na 2 tysiące medali brązowych poszło aż 0,83 tony miedzi. Także z Chile. Jednynie srebrne krążki z Ameryką Łacińską nie mają nic wspólnego – przygotowane je z 1,34 tony australijskiego srebra.

Pewnie zauważyliście, że jest niesamowita różnica między ilością surowca niezbędnego do zrobienia złotych medali (niewiele ponad 13 kg) i tą dla medali srebrnych i brązowych (w obu przypadkach blisko tona). Wynika to z tego, że złote olimpijskie medale, tak naprawdę są... srebrne. Krążek wykonany jest ze srebra i później pozłacany. Regulamin Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wymaga, aby każdy „złoty” medal pokryty był co najmniej 6 gramami złota.

wzory medali olimpijskich - Pekin 2008

Wszystkie medale rozdawane w Pekinie będą posiadały, dodatkowo, inkrustacje wykonane z jadeitu, minerału od wieków z lubością stosowanego przez chińskich jubilerów.

>Technorati tags: , , , , , , . >Blogalaxia tags: , , , , , , .

30 Jun 2008

Terroryści od Cháveza?

Czyżby Wenezuela Hugo Cháveza otwarcie walcząca o coraz większe wpływy na latynoamerykańskim kontynencie sięgała po te same metody, do których uciekały się Stany Zjednoczone, gdy w drugiej połowie ubiegłego wieku starały się podporządkować sobie tą właśnie część świata? Czyli ukryte finansowanie wybranych polityków, organizacji i akcji, w tym także terrorystycznych? Na to wygląda...

Boliwijska opozycja nie ma, w każdym bądź razie, najmniejszych wątpliwości, że za zamachem bombowym do jakiego doszło w minionym tygodniu w Yacuiba w departamencie Tarija stoi właśnie Wenezuela. „ To najbardziej niepokojący wypadek w 26-letniej historii boliwijskiej demokracji. To zdrada, terroryzm w państwowym wykonaniu i podporządkowanie się obcemu państwu ” – grzmi były prezydent Jorge Quiroga.

Mocne słowa, ale – przyznać trzeba – to nie tylko polityczna retoryka sfrustrowanego opozycjonisty. Fakty, już częściowo potwierdzone przez lokalną prokuraturę, są nadzwyczaj niepokojące...

Do ataku doszło 21. czerwca o świcie. Czyli w dniu referendum w którym mieszkańcy tego relatywnie bogatego i przede wszystkim siedzącego na olbrzymich złożach gazu departamentu, głosowali za zwiększeniem niezależności od centralnej władzy, czyli mocno lewicowego, centralnego rządu prezydenta Evo Moralesa . Z okna pędzącej toyoty RAV4 rzucono zapaloną wiązkę dynamitu w stronę wejścia do lokalnej redakcji, sympatyzującej z opozycją, prywatnej telewizji Unitel. W wyniku eksplozji nikt na szczęście nie ucierpiał, ale straty materialne są znaczne. Co więcej, śledczy podejrzewają, że tego dnia dojść miało do kolejnych zamachów.

Uciekający w toyocie sprawca miał jednak pecha. Bo na najbliższym skrzyżowaniu zderzył się z innym samochodem. Przybyła na miejsce wypadku policja znalazła w rozbitej toyocie laski dynamitu, lont, karabin maszynowy AK-47, kilka pistoletów i – przede wszystkim – lekko rannego podporucznika Georges a Nava, członka elitarnej jednostki boliwijskiej armii, odpowiedzialnej za... antyterrorystyczne zabezpieczenie Pałacu Prezydenckiego w La Paz.

Opozycja i boliwijskie media szybko ustaliły, że Georges Nava przeszedł niedawno szkolenie wojskowe w... Wenezueli. Ale podejrzenia o udział Caracas w zamachu opierają się nie tylko na tym epizodzie z życia aresztowanego wojskowego. Opozycyjny senator Oscar Ortiz, na specjalnej konferencji prasowej, pokazał wczoraj kopię kontraktu wynajmu rozbitej toyoty RAV4. Bo nie należała ona do podporucznika Nava. Nie, wynajęta i opłacona została ona przez... Ambasadę Wenezueli w Boliwii.

Sytuacja wprawiła w niemały ambaras władze w La Paz. Rzecznik prezydenta, Iván Canelas, twierdzi że podporucznik Georges Nava już od pewnego czasu nie chroni siedziby prezydenta i rządu. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego, w takim razie – co zostało już potwierdzone przez prokuraturę – znaleziono przy nim ważną przepustkę do tego budynku. Rzecznik nie omieszkał natomiast oskarżyć opozycji o próbę „polityzacji” wydarzenia.

Wenezuelska ambasada i sama Wenezuela, póki co, milczą jak zaklęte. Ale w którymś momencie coś będą wyjaśnić musiały. Bo sprawa nie ucichnie. Kontrolowany przez opozycję boliwijski Senat już utworzył parlamentarną komisję śledczą, która ma wyjaśnić wszystkie okoliczności zamachu.

Dla byłego prezydenta Jorge Quirogi sprawa już jest jasna: „ W boliwijskiej armii działa chavistyczno-terrorystyczna jednostka – trenowana i finansowana przez Wenezuelę. A Hugo Chávez wywiera coraz większy wpływ na politykę naszego kraju. Najpierw poprzez chojnie rozdawane czeki, a teraz finansując antydemokratyczne działania.”

P.S.: Zamach nie zastraszył głosujących, w referendum niemal 80 proc. głosujacych opowiedziało się za zwiększeniem autonomii departamentu Tarija.

>Technorati tags: , , , , , , . >Blogalaxia tags: , , , , , , .

29 Jun 2008

Brak szacunku dla świętości. Piłkarskiej.

Brazylijczyk Edison Arantes do Nascimento , szerzej znany jako Pelé , jeszcze do niedawna czczony był w Brazylii jak żyjący Bóg. Oficjalnie uznano go za „żyjący skarb narodowy”, za najlepszego piłkarza w historii świata i największego sportowca w historii Brazylii. Uwielbiano go, szanowano, hołubiono, respektowano, oddawano hołdy... A teraz?

Tygodnik Veja poinformował wczoraj, że były piłkarz (i zarazem były minister sportu) został niedawno napadnięty i obrabowany. W Brazylii! Na przedmieściach Santos, portowego miasta w którego klubie narodziła się jego futbolowa legenda (grał w nim niemal 20 lat!) i w którym obecnie mieszka!

13 czerwca, samochód którym Pelé podróżował, został zatrzymany przez grupę kilkunastu uzbrojonych, młodych ludzi. O Rei, czyli Król – bo tak wciąż jest zwany w swej ojczyźnie - próbował z nimi dyskutować, wyjaśnić kim jest... Na próżno... Młode bandziory zabrały 67-letniemu byłemu piłkarzowi złoty łańcuch z szyji, zegarek i telefon komórkowy.

A mówi się, że legendy żyją wiecznie... No żyć, nadal żyją. Ale z szacunkiem do nich coraz gorzej...

>Technorati tags: , , , . >Blogalaxia tags: , , , .

23 Jun 2008

Blogowieści

Oj dawno nie pisałem o tym co dzieje się u blogowych sąsiadów. A dzieje się, dzieje... Wiele i nadzwyczaj ciekawie. Zacznę od niedawno odkrytego przeze mnie stosunkowo nowego, fascynującego bloga. To ubarwiona zdjęciami relacja z rowerowej wyprawy przez Afrykę . Paweł Wróblewski, absolwent gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych (więc swój chłop, bo ja przecie także chłopak z Pomorza), pedałuje z Maroko do Republiki Południowej Afryki. Czyli na południe, więc jak najbardziej zgodnie z tematyką tego bloga... :)

Paweł wyruszył na początku marca i już jest w Ghanie, więc sporo tysięcy kilometrów ma już w łydkach. Piszę to z niekłamanym podziwem, bo ja sam roweru nie znosze. Kilka lat temu dałem się namówić na kilkunastokilometrową wycieczkę i w drodze powrotnej mój obolały zadek zaraził mnie nienawiścią do tego pojazdu. Gdy oddawałem bicykl do wypożyczalni musiałem się powstrzymywać, aby ostentacyjnie nie cisnąć nim o ziemię. Psychicznie ulżyłoby mi bardzo...

Możecie więc sobie wyobrazić, że gdy czytam teraz o pokonywaniu rowerem Sahary to szczęka mi z wrażenia opada. I zazdrości, bo też bym tak chciał... :) Paweł zna francuski, angielski i trochę arabskiego, więc jego blog to nie tylko relacja turysty podziwiającego egzotyczne widoki, ale także cała magia spotkań, historie poznanych ludzi... No i afrykańska sztuka, jak na absolwenta ASP przystało...

Jest jeszcze jedna rzecz, której Pawłowi szalenie zazdroszczę. Jest najwyraźniej mocno „umuzykalniony”. Możliwość dołączenia się do lokalnego zespołu na małe jam-session, zagranie z kimś przypadkowo spotkanym – to, jak się okazuje, otwiera wiele drzwi, łamie wiele barier. Muzyczna edukacja daje też możliwość pisania o muzyce, o rytmach, harmoniach i melodiach w sposób bardziej zaawansowany, niż banalne „fajnie grali”, które ja – co najwyżej – mógłbym w podobnych okolicznościach napisać...

I jeszcze jedno – Paweł właśnie został okradziony. Stracił m.in. aparat fotograficzny. Dobry jest więc moment, aby nie tylko dołączyć do grona czytających jego bloga, ale także – w miarę możliowści –  trochę pomóc. Aby na jego bloga jak najszybciej powróciły zdjęcia. Wydaje mi się, że warto. Zresztą sami się przekonajcie. Zapraszam więc serdecznie Do ciepłych krajów .

Zupełnie z innej beczki – w blogu Aeroplan (à propos – czy na sali są jacyś poloniści? Jak jest poprawnie? Na blogu, czy w blogu?) znalazłem kilka tygodni temu wiadomość, która bardzo mnie ucieszyła i którą docenią prawdopodobnie wszyscy jeżdżący (tzn. latający) do Ameryki Łacińskiej. A zwłaszcza Ci, którzy skonfrontowani byli kiedyś z niemożliwością zamknięcia się w limicie 20 kg bagażu... Otóż okazuje się, że Iberia zwiększyła ten limit. Lecący do Ameryki Południowej (i na inne kontynenty) pasażerowie klasy turystycznej mogą obecnie zabierać aż 46 kg! Szczegóły tutaj .
Pozostaje mieć nadzieję, że w ślady Hiszpanów pójdą też inne kompanie lotnicze. I np. Lufthansa skończy z dyskryminacją Europejczyków. Bo obecnie kupując u niemieckiego przewoźnika bilet np. Gdańsk-Frankfurt-São Paulo-Frankfurt-Gdańsk mam prawo do zaledwie 20 kg bagażu. Ale osoba lecąca w przeciwnym kierunku, czyli z biletem São Paulo-Frankfurt-Gdańsk-Frankfurt-São Paulo, może – tak jak w Iberii – mieć 46 kg.

Jest jeszcze jedna blogowa pozycja, którą dzisiaj chciałbym Wam polecić. Świat Inaczej to blog Maciej a Kuźmicza, dziennikarza Gazety Wyborczej. Pisze on w nim o tzw. krajach rozwijających się i ich problemach. Czyli m.in. o prawach człowieka, głodzie, zmianach klimatycznych. Lektura pouczająca, choć – niestety – rzadko optymistyczna.

Na koniec, już tradycyjnie, polecam papryczkową Dominikanę i Haiti , gdzie posty są rzadkie, ale zawsze perfekcyjnie dopracowane. I ze świetnymi zdjęciami.

>Technorati tags: , , , , , .

22 Jun 2008

Chilijsko-argentyński pociąg

Coś znowu się rusza w temacie rehabilitacji zamkniętego w 1984 roku połączenia kolejowego międy Chile i Argentyną. Chodzi oczywiście o historyczną trasę między Los Andes i Mendozą, która miałaby się stać z czasem częścią kolejowej trasy łączącej Santiago de Chile i Valparaiso z Buenos Aires.

Pierwotne plany zakładały remont, a właściwie odbudowę linii kolejowej zamkniętej przez Pinocheta w 1984 roku. Jednak gdy, w ubiegłym roku, ogłoszono w końcu przetarg na wykonawcę okazało się, że... nie ma chętnych.

Chilijskie i argentyńskie władze jednak się nie poddają. W końcu chodzi o trasę o wyjątkowym znaczeniu dla obu państw. Brak bezpośredniego połączenia kolejowego między Chile i Argentyną jest bowiem wymieniany we wszystkich ekspertyzach i sondażach wśród szefów firm regionu, jako podstawowy hamulec w rozwoju wymiany gospodarczej między tymi dwoma krajami. Bo choć dzielą one ze sobą granicę na tysiącach kilometrów, Andy skutecznie je rozdzielają.

W tej chwili aż 90 proc. towarów jakie Chile i Argentyna wzajemnie u siebie kupują, przekracza granicę w ciężarówkach z mozołem pokonujących serpentyny wiodące do i z - znajdującego się na wysokości 3500 metrów - tunelu pod przełęczą Los Libertadores-Cristo Redendor. Problem w tym, że droga jest wąska, niemiłosiernie kręta i – co najgorsze – nieprzejezdna z powodu nadmiernych opadów śniegu przez, średnio, 50 dni w roku.

FCTC , czyli Ferrocarril Transandino Chileno – linia kolejowa zamknięta w 1984 roku – przebijała się przez Andy w tym samym miejscu w którym pokonuje je obecnie niekończący się wąż ciężarówek. Pociągi, korzystając miejscami z pomocy trzeciej, zębatej szyny, wspinały się na wysokość 3200 metrów i tam połykał je tunel pod Cristo Redendor.

Nowy, przedstawiony w tym tygodniu przez chilijskiego ministra robót publicznych, Sergio Bitar a, koncept rewitalizacji połączenia kolejowego zakłada wybudowanie zupelnie nowego tunelu . I znajdowałby się on znacznie niżej, właśnie po to aby zminimalizować możliwość zakłócenia ruchu kolejowego przez nieprzedywidywalną andyjską aurę. Bitar ujawnił, że brazylijsko-argentyńskie konsorcjum zainteresowane inwestycją w kolej transandyjską, rozważa obecnie dwa warianty.

Pierwszy to, znajdujący się na wysokości 2500 metrów, tunel o długości 23 kilometrów , a drugi to tunel znajdujący się 200 metrów niżej i dłuższy o 4 kilometry. Wstępny kosztorys to 2,3 miliada dolarów w przypadku tunelu krótszego i wyżej położonego, bądź o pół miliarda więcej w przypdku tunelu znajdującego się niżej.

Brazylijsko-argentyńscy pomysłodawcy zakładają, że z nowej linii kolejowej korzystałby przede wszystkim pociągi towarowe, oraz – wzorem tego co dzieje się pod kanałem La Manche i na niektórych transalpejskich liniach kolejowych - tzw. pociągi mutimodalne, czyli z wagonami na których trasportowane są całe ciężarówki z kierowcą włącznie.

Oczywiście wiele wody w Mapocho i La Placie upłynie, zanim dojdzie do ewentualnej realizacji tego ambitnego projektu. Chilijskie ministerstwo robót publicznych, póki co, wydało jedynie zgodę na wykonianie studiów jego wykonalności. I to zarówno od strony technicznej, jak i finansowej.

 

Najważniejsze jest jednak to, że po latach odchodzenia od kolei i zrywania torów, także w Ameryce Łacińskiej ta forma transportu zaczyna, powoli, powracać do łask. Przypomnę, że chociażby Argentyna, niedawno, postanowiła wybudować pierwszą na kontynencie, wzorowaną na francuskim TGV, linię superszybkich pociągów.

>Technorati tags: , , , , , . >Blogalaxia tags: , , , , , , .

20 Jun 2008

← Previous Entries

<